Pomiń nawigację

popsuje się

Wpis z dnia 14 marca 2009, 15:19:22 w kategoriach prywatne studia worek

Przypadkiem patrzyłem dzisiaj co też siostra ma na tych studiach. Tak sobie gaworzymy, akurat opracowywała doświadczenie z absorpcją światła w roztworach. Mieli jakiś spektrofotometr. Pytam się, czy sprawdzali, jakie będą wyniki innych długości fali. Cóż, spektrofotometru, nie mogli samodzielnie obsługiwać. Próbki i pomiar dokonywała prowadząca laboratoria - bo się popsuję. A więc i wszelki możliwości zabawy zostały zaniechane. Oczywiście można sobie przeczytać jakie będą wyniki, wywnioskować, ale chyba nie o to chodzi w zajęciach laboratoryjnych.

I tak jest wszędzie. Na każdych lab w których miałem przyjemność brać udział zawsze podaje się zastrzeżenie, że studenci ponoszą odpowiedzialność materialną za sprzęt. Najlepiej niech nie ruszają bo się popsuje. Natychmiast traci się ochotę na wszelkie eksperymenty. Wkurzające.

Dodaj komentarz

Informatyzacja

Wpis z dnia 3 marca 2009, 23:55:30 w kategoriach polska i świat prywatne studia technika worek
- Ludwiku Dorn i Sabo nie idźcie tą drogą

Nie idźcie, doprawdy szkoda czasu na taką informatyzację. Odnoszę nieodparte wrażenie, że proces tworzenie systemów polega na przeniesieniu całej aktualnej, papierowej, analogowej rzeczywistości do cyfrowej i to tyle. Nie uwzględnia się możliwości jakie niesie ten proces. Możliwości, które powinny generalnie powodować, że dany aspekt podlegający informatyzacji działa sprawniej i jest bardziej intuicyjny.

Przypadek 1: ELS

ELS - Elektroniczna Legitymacja Studenta. Mam sztuk jedną. Dokument obecnie kompletnie do niczego niepotrzebny, bo co to za ułatwienie, że mogę na nim umieścić bilet komunikacji miejskiej lub też kartę biblioteczną.

Właściwie to wygląda na to że tylko do jednej biblioteki. Ostatnio chciałem przenieść konto ze starej karty bibliotecznej na legitymację ELS i się nie udało. Pani pokręciła nosem i stwierdziła, że się nie da, ponieważ do tej karty przypisane jest już konto w bibliotece UAM, i nie wie co się stanie. Zapewne system wybuchnie, albo skasuję mi oba konta. O bibliotece będzie jeszcze niżej, też ciekawe rzeczy się dzieją.

Legitymacja jest kopią papierowego dokumentu, zapakowanego w plastik, dodano układ elektroniczny (w końcu skądś ta nazwa). Pieczątki z datą ważności zamieniono na hologramy - żeby było nowocześnie. Ot i tyle. Wszystko jest bardzo fajne, tylko po co na pierwszej stronie pozostawiono nazwę uczelni i numer albumu. Tym sposobem legitymacja staję się nieużyteczna przy zmianie uczelni, studiowaniu na dwóch, trzech uczelniach i innych nietypowych przypadkach. Wtedy oczywiście wydają kolejne legitymację za które oczywiście trzeba płacić. Co ciekawe na wszystkich jest ten sam kod paskowy, wydaję się, że gdzieś w systemie jest to samo, chociaż coś.

Przypadek 2: Biblioteka

Poznańskie biblioteki zrzeszone są w jakąś fundację, katalog bibliotek dostępny jest w formię aplikacji internetowej. Umożliwia wyszukiwanie i zamawianie książek a także obsługę konta czytelnika. W każdej bibliotece należy aktywować konto i opłacić wpisowe na rok, można przeżyć. Pominę problem z aktywacją konta w dwóch bibliotekach na tą samą kartę, możliwe, że w bibliotece jeszcze nie wiedzą jak się zachowa system.

Otóż ostatnio musiałem zdezaktywować konto z powodu konieczności oddania karty obiegowej (cóż za wymysł kolejny). Przy dziwnym pytaniu, czy będę kontynuował studia chyba odpowiedziałem twierdząco. Wracam, po rekrutacji na drugi stopień, do biblioteki w celu ponownej aktywacji konta a tu niespodzianka. Nie ma mojego konta. Konto zostało usunięte, co ciekawe usunięte kompletnie. System nie posiada żadnej historii, możliwość cofnięcia operacji, nic. Obsługująca mnie Pani na pytanie o historię odpowiedziała że nie ma takiej możliwości aby to cofnąć. Próbowała mnie jeszcze przekonać, że to moja wina, bo podobno nie powiedziałem im że będę dalej studiował. Dała mi do wypełnienia kartę rejestracji (tak mają papierowy rejestr osobno) i poprosiła o wpisowe. Stwierdziłem, że tak się nie będę bawił, opłata jest na cały rok akademicki a nie na jeden semestr, Protest poskutkował, operatorka zapytała czy mam kwitek od zapłaty z września. Oczywiście, że nie mam. Po co mam nosić takie rzeczy do biblioteki, zapłaciłem przecież, jak nie wierzą niech mnie poszukają w systemie. No i poszukali... 40min trwało odnalezienie mojej wpłaty w zeszycie formatu A4 starannie wypełnionym informacja o dacie wpłaty, danych personalnych itp. Absurd goni absurd. W końcu mam to konto. Teraz jeszcze trzeba się zmierzyć z kolejkami. Biblioteka na PP, oprócz tego że posiada wiele potrzebnych mi pozycji, ma też tą niedogodność, że elektroniczne zamawianie książek może się odbywać tylko w godzinach pracy... otóż zamówienia drukowane są na w momencie zamawiania. W nocy drukarki są wyłączone i nie można zamawiać, prawda że sprytne.

Przypadek 3: Dziekanat

Sokrates, Ksantypa cholera wie co jeszcze a tu człowiek sam musi wypełniać. Chciałem złożyć wniosek o stypendium za wyniki w nauce. We wniosku rzeczywiście jest tabela gdzie wpisuję się przedmioty, oceny, punkty ECTS. Naiwnie sądziłem, że wypełniają to jedynie osoby przychodzące z innego wydziału/uczelni. Otóż nie, skądże znowu. Mimo tego, że mają te informacje w systemie mam to sam wpisać, podpisać się i wziąć odpowiedzialność za te wpisy. To ostatnie jest szczególnie groźne, z uwagi na pewien fakt, otóż zabrali mi indeks z pierwszego stopnia, oddadzą w kwietniu ;] Oczywiście nie pomyślałem, żeby spisać listę ocen, bo i po co skoro oni to i tak mają zapisane. Ręce opadają. Czy nie można tych wniosków przenieść do sieci, zintegrować z bazą studentów. Od razu problemy tej Pani zostały by rozwiązane, byłaby po prostu zbędna.

Przypadek 4: Legitymacja rencisty

ZUS wydał wszystkim rencistą legitymację. Wara temu kto pójdzie do ZUSu bez numeru legitymacji, serio. Miła Pani skrzyczała mnie ostatnio, kiedy chciałem oddać kwitek, że nie wie kto ja jestem. Na pytanie, czy nie może sobie mnie wyszukać po numerze PESEL, nazwisku, imieniu, imieniu matki, ojca, babci, dziadka odpowiedziała '- A jak się pomylę w wpisywaniu ?'.

Przypadek 5: Przychodnie

Numer kartoteki... idzie człowiek po pół roku do jakiegoś zakładu opieki i pytają się o ten numer kartoteki. Nie pamiętam, mają PESEL, imię, nazwisko, adres, to pamiętam. Kolejnego numeru czegoś tam co używam raz na pół roku nie pamiętam, bo jestem leniwy.

Dajcie spokój z taką komputeryzacją.

Dodaj komentarz
Wcześniejsze wpisy