Happiness is easy
Jak się można dowiedzieć z ostatniej płyty formacji Myslovitz wcale nie jest takie "easy". Właściwie jest to pierwsza płyta tej grupy, która w całości mi się spodobała, zarówno tekst jak i muzyka są w sam raz dla mnie. W szczególności kilka kawałków takich jak: "Źle mi się śni", "Znów wszystko poszło nie tak", "Ty i Ja i wszystko co mamy".
Komentarze do notki 'Happiness is easy'
Dodaj komentarz:
Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy nie odnoszących się do treści wpisu.
No i nareszcie. Po wielu miesiącach oczekiwania. Myslovitz znów są w eterze. Choć szczerze powiem, że zespół wystawił swoich fanów na ciężką próbę czasu. Płyta miała się już ukazać w ubiegłym roku na jesień. Premierę przekładano kilka razy. Najpierw na grudzień, później na marzec, aż w końcu na 12 maja. Ale w dzień premiery i tak nie można było kupić albumu. Trzeba było jeszcze zaczekać tydzień. I co z tego wyszło? Wspaniałe arcydzieło! Myslovitz po raz kolejny pokazali kunszt i to że zasługują na miano najlepszego polskiego zespołu w swoim gatunku. Jeśli chodzi o same utwory to nie sposób wybrać jest tego najlepszego. Wszystkie trzymają ten sam znakomity poziom. Ale co się dziwić, po prawie 11 latach na scenie polskiej i 3 latach występów na zachodzie, zespół musiał pokazać to co można usłyszeć na płycie. Choć mi niektóre utwory na tym albumie przypominają Coldplay, to widać że Rafał Paczkowski i Maciek Cieślak i ścianka mieli też dużo do powiedzenia przy realizacji tego krążka. Szkoda tylko że na płycie znalazło się 12 utworów, a nie te 19 piosenek które zespół napisał w 2004 roku kiedy wracał z zagranicznych wojaży. Szczerze mówiąc po "Skalarach..." nie spodziewałem się czegoś tak niebanalnego i niesamowitego. Udział Marii Peszek w „W deszczu maleńkich żółtych kwiatów” pokazuje że zespół poszukuje nowych brzmień i środków artystycznego wyrazu. Podsumowując: siódmy studyjny album pokazał, że Myslovitz potrafi zaskakiwać i że z płyty na płytę zespół ma coraz większe doświadczenie. Najlepsze jest to, że zespół nie pędzi w zaprzęgu komercji, jak to kiedyś śpiewał Muniek z T-Love. Natomiast nie mogę znieść jednej rzeczy - że w Polsce tylko nieliczni potrafią przebić się przez plastikowe brzmienia i robić to co sami chcą a nie to czego wymaga od nich rynek. Słaba promocja niektórych kapel powoduje że w naszym kraju króluje różowy pop. „Fikcja jest modna”
27 maja 2006 09:46:30