Pan raczy żartować Panie Feynman
Pan raczy żartować Panie Feynman to przezabawny zbiór anegdot, sytuacji z życia Richarda Feynmana. Pokazuje i daję dużo do myślenia na temat tego co się robi w życiu. Ukazuję również, że nauka tak na prawdę to ciągła zabawa i szukanie prawdy o otaczającej nas rzeczywistości. Wspaniałe. Feynman daje również wskazówki przyszłym naukowcom, opisując tak zwaną Nauka spod znaku kultu cargo.
(...) Potem zacząłem się zastanawiać, w co jeszcze wierzymy? (Wtedy przyszli mi do głowy znachorzy i pomyślałem sobie, jak łatwo byłoby zdemaskować ich „terapie”). Odkryłem rzeczy, w które wierzy jeszcze więcej ludzi, na przykład to, że posiadamy wiedzę naukową o metodach nauczania. Istnieją całe szkoły metod uczenia czytania, metod uczenia matematyki i tak dalej, a jednocześnie wskaźniki analfabetyzmu rosną - a w każdym razie w niewielkim tempie maleją, - mimo że zatrudniamy tych ludzi, żeby usprawnili metody nauczania. Oto przykład „terapii” znachora, która nie działa. Warto byłoby się zająć tą sprawą: skąd metodycy wiedzą, że ich metody są skuteczne?
Innym przykładem jest postępowanie z kryminalistami. Nie da się ukryć, że nie poczyniliśmy żadnych postępów - mamy mnóstwo teorii, ale żadnych postępów - próbując zmniejszyć ilość przestępstw za pomocą naszych metod traktowania kryminalistów.
A jednak to wszystko uchodzi za naukowe. Studiujemy metodykę i kryminalistykę. Sądzę, że ludzi myślących zdroworozsądkowo te pseudonauki zbijają z tropu. Nauczycielka, która ma dobry pomysł na to, jak nauczyć dzieci czytać, jest zmuszana przez system szkolnictwa do robienia tego inną metodą - albo nawet pozwala sobie wmówić, że jej metoda nie jest dobra. (...)
Naprawdę powinniśmy, więc zająć się teoriami, które się nie sprawdzają, i nauką, która nie jest nauką.
Moim zdaniem wszystkie te dziedziny nauki, o których wspomniałem, to przykłady tego, co nazywam nauką spod znaku kultu cargo.
(...)
"Pan raczy żartować, panie Feynman!", przełożył Tomasz Bieroń, Znak, 1996. ISBN 83-7006-459-0 (wydanie drugie 2007. ISBN 978-83-240-0776-9)
Z całym wywodem można zapoznać w oryginale tudzież w polskim przekładzie książki. Opisano jeszcze kilka innych ciekawych przykładów, jak nie należy postępować w ramach prowadzonych badań naukowych. Feynman kwituję to stwierdzeniem, że ze wszech miar należy być uczciwym wobec samego siebie.
Wielce ciekawy jest również przykład z dziedziny fizyki, który właściwie stanowi clue całego tego z pozoru dziwacznego zachowania związanego z przeprowadzanie eksperymentów nienależycie. Wcale nie na pierwszym miejscu jest jakaś niechęć do rzetelności, raczej ciągłe spoglądanie na koszty. A przecież koszty nie są najważniejsze, w ogólności powinny być najmniej ważne. Kolejny cytat z wywodu Feynmana.
(...) Przeżyłem szok, kiedy się dowiedziałem o eksperymencie przeprowadzonym w wielkim przyspieszaczu - National Accelerator Laboratory, z użyciem ciężkiego wodoru. Aby porównać swoje wyniki z wynikami uzyskanymi dla lekkiego wodoru, doświadczalnik użył danych z cudzego eksperymentu, który został przeprowadzony na innej aparaturze. Kiedy spytano go, dlaczego tak zrobił, powiedział, że zlecony mu program dawał niewiele czasu, aparatura jest droga, a i tak nie uzyskałby żadnych nowych wyników. Szefom programów badawczych w NAL tak bardzo zależy na nowych wynikach, - bo wtedy mają się, czym pochwalić władzom i dostają więcej pieniędzy, - że prawdopodobnie tracą na wartości same doświadczenia, a przecież o to w tym wszystkim chodzi. Doświadczalnicy często mają tak mało czasu, że trudno jest im spełnić wymogi rzetelności naukowej. (...)
"Pan raczy żartować, panie Feynman!", przełożył Tomasz Bieroń, Znak, 1996. ISBN 83-7006-459-0 (wydanie drugie 2007. ISBN 978-83-240-0776-9)
Przeczytałem jeden z komentarzy na naKanapie i nie mogę się z nim zgodzić. W moim przekonaniu w nauce nie ma miejsca na dylematy moralne, zastanawianie się czy pójść dalej i przeprowadzić dane badania czy nie. Skoro jest potrzeba zaspokojenia ciekawości, należy to zrobić.
Trudno mi również jest zaakceptować poglądy liberałów, anarcholiberałów chcących każdy kawałek rzeczywistości podporządkować wolnemu rynkowi. Mam dla nich dobrą radę. Niech podporządkowują warzywniak na osiedlu czy inny sklepik a od uniwersytetów niech się odczepią. Mariaż z biznesem oczywiście się przydaję ale w granicach rozsądku, na poziomie przepływu myśli. Są gałęzie nauki, które nigdy nie będą przynosić wymiernych korzyści (ot astronomia, archeologia, badania historyczne). Czy to oznacza, że mamy z nich zrezygnować, w imię czego? Głupawych zasad liberalizmu gospodarczego. Należy zrozumieć i zdać sobie sprawę, że zysk i dochód dla rozwoju cywilizacji nie jest istotny. Nauki stosowane są ważne, ale opierają się na badaniach, eksperymentach prowadzonych kilkadziesiąt lat temu w tych niedochodowych uniwersytetach, przez naukowców dla których liczy się tylko prawda a nie rachunek ekonomiczny.
Ot i z opinii na temat książki wypłynęła opinia o wolnym rynku. Już się jakiś czas zbierałem, żeby napisać co o tym myślę, a ta książka dała mi kolejny przyczynek do przemyśleń.
Komentarze do notki 'Pan raczy żartować Panie Feynman'
Dodaj komentarz:
Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy nie odnoszących się do treści wpisu.